Kochać siebie - najważniejsze zadanie
- 21 lut
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 3 mar
Czasem zdarza się, że ktoś zarzuca mi narcyzm, ponieważ śmiałam swoją stronę i kanał na YouTube nazwać: Boska z Natury. Jak mogę z takim zadufaniem mówić o sobie?! Trochę pokory, dziewczyno! Postanowiłam zatem pochylić się nad tematem miłości do siebie, ponieważ uważam, że w tej kwestii zbyt wielu ludzi popada w skrajności. Mamy wielką pracę do wykonania, która polega na zrozumieniu tego, jak wygląda prawdziwa miłość, ponieważ kłamstwa na jej temat robią nam wiele krzywdy.

Jeśli coś nas drażni w innych ludziach, zawsze powinniśmy najpierw patrzeć na siebie: szukać odpowiedzi w sobie. Dlaczego tak jest? Załóżmy, że jakiś obserwator mojej działalności nie zgadza się z tym, o czym mówię, uważa, że nie mam racji, mój styl życia i perspektywa świata są zaburzone. Osoba uzdrowiona, która jest blisko swojej Duszy, po prostu nie wysyła swojej energii ludziom, którzy z nią nie współgrają. Jeśli przesadzone zabiegi estetyczne czy redpill są dla niej elementami, których nie pochwala, nie wchodzi w nie. Nie szuka takich treści, nie traci czasu na jałowe dyskusje czy agresywne komentarze. Jeśli ma ochotę, zadaje pytania, próbuje dostrzec inne racje, ale wszystko to dzieje się bezemocjonalnie.
Głębsza interakcja z tym, czego nie chce w swoim życiu, ma miejsce dopiero wtedy, gdy "to coś" próbuje wtargnąć do niego siłą. Przekracza granice jej wolności i próbuje narzucić swój styl życia. Wyobraźmy sobie pewną sytuację. Redpill urasta do skrajności i zaczyna wprowadzać prawa na wzór tego, co przedstawia serial "Opowieść podręcznej". Tak, wówczas trzeba reagować i bronić się. Czy czyjaś miłość do siebie może ograniczać naszą wolność? Nie, jeśli mówimy o prawdziwej miłości.
Miłość to wolność: pozwalanie innym i sobie na bycie tym, kim jesteśmy.
Miłość to również równowaga: stan, w którym miłość do samej siebie jest w harmonii z miłością do innych.
W przypadku dyktatora nie można mówić o prawdziwej miłości, ponieważ osoba taka nie pozwala innym mieć swojego zdania, a jej celem jest narzucanie otoczeniu własnego Ego. Kiedy ktoś mi zarzuca narcyzm, wiem, że ma jeden z dwóch poniższych problemów:
Sam nie kocha siebie.
Kocha siebie egoistycznie tak bardzo, że nie może znieść konkurencji.
Dlaczego tak uważam? Bo kiedyś też tak miałam :)
Denerwowały mnie kobiety, które kochały siebie. Robiły to w sposób prawdziwy i niewywodzący się z Ego, ale odbijały mi moje własne rany. Nie chciałam na nie patrzeć, nie rozumiałam różnicy między miłością do siebie a arogancją i zadufaniem. Myliłam miłość pochodzącą z Duszy, z miłością kierowaną z Ego. Miałam w sobie wiele przekonań zaszczepionych przez otoczenie, których podstawą była fałszywa skromność, cierpiętnictwo, kalanie się i nieprawidłowo rozumiane dobro (jako poświęcanie się dla innych kosztem siebie). Jednocześnie tym kobietom zazdrościłam! Ich urody, atencji, jaką otrzymywały. Krótko mówiąc (pisząc): podpalały moje Ego.
Miłość do siebie jest objawem zdrowej, szczęśliwej osoby, która rozumie, że wszystko jest boskie. Wszystko dzieje się w Stwórcy, wszystko powstało z niego. Każdy z nas ma w sobie cząstkę energii życia, którą należy szanować. Z drugiej strony istnieje to, co dalekie jest Duszy. To, co zostało stworzone, byśmy mogli poznawać przez kontrastowanie. To, co jest stworzone, ale nie wieczne. Tym czymś są niskie poziomy świadomości i programy naszego Ego. Nikt z nas nie jest idealny i idealnym nie będzie, dopóki ma ciało i żyje w świecie fizycznym.
Czy Boska z Natury to ja? I tak, i nie. Mam w sobie zarówno ten święty aspekt, którym przyszło mi się opiekować (a może to on opiekuje się mną), jak i wszelkie ułomności, które zostały mi nadane w tym wymiarze. Boska z Natury to symbol żeńskiej energii, prowadzonej przez Duszę, będącej w najwyższych stanach świadomości. Najwyższe Ja kobiecości. To dla mnie archetyp, ideał, do którego dążę, a którego zapewne nigdy nie osiągnę, ponieważ jestem w ciele. Mogę w nim przebywać od czasu do czasu, mogę starać się go przywołać, ale ten świat to wieczny taniec między tym, co metafizyczne, a tym, co materialne. Dlatego prawdziwa miłość do siebie to balans.
Kochać siebie to akceptować swoje słabości i jednocześnie doskonalić się. To szacunek do innych, ale także do siebie. Kiedy zaczynasz kochać siebie, przestajesz zazdrościć. Przestajesz zastanawiać się, czy czyjeś zdjęcie to próba zwrócenia na siebie uwagi. Przestajesz plotkować i komentować życie innych. Gdy widzisz kogoś, kto kocha siebie i wzrasta, cieszysz się. Ponieważ miłość to pragnienie rozwoju. Sprawia Ci radość obserwowanie ludzi zdrowych, silnych, kochających i pewnych siebie. Jesteś dymny/-a, że jesteś ich częścią. Nie podpalają oni Twojego Ego: inspirują Cię.
Gdy kochasz siebie, jesteś miłością. Szczerą i prawdziwą. Dzielisz się nią. Służysz innym. Masz w sobie cierpliwość i wyrozumiałość. Mówisz do siebie z czułością i zrozumieniem. Potrafisz stawiać granice. Nie szukasz poklasku, ale nie umniejszasz sobie. Nie zakrywasz się fałszywą skromnością, by wypaść w oczach innych na bogobojnego/-ą. Przyjmujesz konstruktywną krytykę, szukasz lepszych od siebie, pragniesz się rozwijać i jesteś dumny/-a z tego, co już udało Ci się osiągnąć.



Komentarze