top of page

Niezależna kobieta, samotny facet

  • 3 mar
  • 3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 12 mar

Wszyscy widzimy coraz więcej rozwodów, rozstań, par uczęszczających na psychoterapię, singli, małżeństw śpiących w osobnych pokojach i takich, które tylko udają partnerstwo. Raz oskarża się o ten stan kościół katolicki, raz feministki, innym razem lenistwo mężczyzn, Jedni obrażają samotne matki, inni wyśmiewają trzydziestolatków mieszkających z rodzicami. Oskarżeń, agresji, pretensji i obelg nie ma końca.


Czy mamy kryzys relacji, kryzys małżeństwa, męskości, a może kobiecości?



Moim zdaniem należy zrozumieć i zaakceptować, że mamy "kryzys" ludzkości. Dlaczego w cudzysłowie? Bo to określenie ma negatywny wydźwięk, a ja chciałabym zwrócić uwagę na to, że po prostu dokonuje się jakaś zmiana. Oskarżenia i gniew pojawiają się, ponieważ ludzie nie lubią zmian i boją się ich. A dokładniej obawia się ich ludzkie Ego, które przyzwyczaiło się do "ciepłego smrodku", do tego, co znane i robi wszystko, by zachować status quo. Czy małżeństwa były kiedyś szcześliwe? Nie, po prostu ludzie o tym nie mówili i nie dyskutowali o tym tak publicznie, jak robi się to teraz. Nie wypadało się odzywać, nie wypadało rozwodzić, ludzie nie mieli dokąd iść i jak przeżyć. Bali się. Trzymali się rodzin, bo to pozwalało przetrwać.


Czasem widzę w internecie mema twierdzącego, że w czasach naszych dziadków "to się naprawiało rzeczy, a nie wyrzucało" i dlatego relacje były trwałe. To kłamstwo. Małżeństwa trwały, ale nie było w nich prawdziwej miłości. Związki były tylko fasadą. Ludzie cierpieli w milczeniu i wcale niczego nie naprawiano. Większość nie miała pojęcia o psychologii, uzdrawianiu ani o tym, jak zdrowa relacja w ogóle wygląda. Czym jest prawdziwa miłość. Ludzie byli ze sobą, ponieważ byli od siebie zależni.


Oczywiście jest to generalizacja: piszę tu o większości. Istniały również piękne, romantyczne historie i relacje Dusz. Tak jak istnieją dziś, choć są rzadkością. Jest jednak równie jasne, że w ludziach dokonuje się obecnie zmiana. Staramy się być coraz bardziej niezależni i nie opieramy całego naszego szczęścia na partnerze. Rośnie liczba szczęśliwych singli, niezobowiązujących relacji i poszukiwaczy przygód. Jedni desperacko chcą nakarmić Ego nowymi wrażeniami, inni zamykają się we własnym wnętrzu, szukając szczęścia w kontakcie z Duszą. Zmiany są nieuniknione, ponieważ życie to zmiana. Od nas zależy, czy tę zmianę wykorzystamy do stworzenia czegoś wyższego (prawdziwych Boskich Unii), czy też zgubimy się w tym chaosie i damy się poprowadzić systemowi, który ma już własną wizję naszych relacji (podsuwając nam sztuczną inteligencję i roboty).


Często czytam komentarze, w których mężczyźni oblewają jadem niezależne kobiety. Twierdzą naczęściej, że jak tylko przyjdzie wojna, zaczną one szukać ochrony i ich niezależność się skończy. Po pierwsze, nikt z nas nie powinien nawet dopuszczać do siebie myśli, że wyrazi zgodę na to, byśmy jako ludzkość znów spadli w tryb zażartej walki o przetrwanie. Po drugie, ponieważ niezależność stoi w opozycji do zależności, jest dla ludzkości równie niezdrowa jak wcześniejsze układy oparte na przykład na aranżowanych małżeństwach.


Dla ludzkiej Duszy naturalne i niezmienne jest bycie współzależnym.


Mamy zatem trzy formy relacji międzyludzkich:


Zależność

Niezależność

Współzależność


Człowiek, tuż po narodzinach jest całkowicie zależny od rodziców. Następnie uwalnia się z tego przywiązania, burzy schematy w wieku nastoletnim, buduje swoją niezależność, by na końcu, w okresie dorosłości, nauczyć się, że przetrwanie w dobrobycie wymaga współpracy. Ale nie tylko o przetrwanie fizyczne chodzi. Dusza pragnie współpracy, ponieważ ostatecznie jest ze wszystkim połączona. Każdy objaw życia jest częścią Stwórcy, z którego powstała. Współzależność jest jej naturalnym stanem: z jednej strony jest osobna, bo wydzielona ze Źródła Źycia, z drugiej ma ze wszystkim nierozerwalną więź.


Jako ludzkość jesteśmy chyba na etapie nastoletnim. Część z nas zauważyła, że przyszedł czas, by dorosnąć, że nie potrzebujemy już rodziców (systemu), że trzeba złamać dotychczasowe schematy. Niektórzy są zbyt zastraszeni, chcieliby jeszcze trzymać się maminej spódnicy. Inni skończyli osiemnastkę i starają się pokazać reszcie, że bycie dorosłym jest świetne, choć wymaga odpowiedzialności.


Pamiętacie jak to było, mieć kilkanaście lat? Tak. Życie nastoletnie to chaos. To wieczna zmiana. Z taką zmianą i tym zamieszaniem mamy obecnie do czynienia. Łamane są pewne tradycje, by mogło powstać coś nowego. Im bardziej stawiamy temu opór, tym bardziej boli. Czy małżeństwa w takim razie nie mają sensu? Nie uważam tak. To tylko rodzaj narzędzia. Czy to narzędzie do kreowania, czy do zabijania, zależy od ludzi, którzy się nim posługują. Nie skupiałabym się na samym narzędziu, ale na tym, kto je używa. Na nas. Czy przestaniemy się obwiniać, oskarżać i wyzywać, a zamiast tego zaczniemy budować współzależność? Czy przestaniemy krzyczeć jak dzieci i zaczniemy rozmawiać jak dorośli? Czy zaczniemy słuchać głosu Duszy i uciszymy Ego?


Jeśli jesteś samotnym mężczyzną, nie wiń za to wszystkich kobiet. Jest gdzieś ta, której zostałeś przeznaczony. Żyjąc w nienawiści, nie przyciągniesz jej do siebie. Weź odpowiedzialność za swoje szczęście i nie szukaj rozwiązania w innych ludziach. Jeśli jesteś niezależną kobietą, nie poniżaj tych, którzy pragną więzi. Sama też jej chcesz, ponieważ jesteś człowiekiem i to jest ludzkie. Kochać i być kochaną. Tylko w balansie i współpracy jesteśmy w stanie uniknąć dystopijnej przyszłości, w której żonę zastąpi robot, a męża sztuczna inteligencja.


Komentarze


bottom of page